Pole tekstowe:      






                                                                                                                                                                               


















Darmowa
 czytelnia

                                                                                                                                          Tomek Wojtek Łągiewka

                                                                                                                                                                                                                                          

 

O książkach

pisara

 

 

Pierwszą książkę1, którą nazwałem Jaiwą i którą uważam do dzisiaj za najlepszą i najważniejszą ze wszystkich książek jakie napisałem do tej pory i to pomimo jej dość kulawego języka, zacząłem pisać w 1972 roku, a skończyłem po 41 latach w roku 2013, w którym to wydałem ją już jako drugą książkę w Warszawskiej Firmie Wydawniczej, wyjątkowo wrednym wydawnictwie, które oszukało mnie brutalnie i okradło nie tylko z praw autorskich na wiele, wiele lat, ale i z pieniędzy. Pisałem ją oczywiście z długimi przerwami, nie pomogło to jej jednak ani w zdobyciu popularności ani uznania u nielicznych czytelników. Nie pomógł jej także opis zamieszczony na drugiej stronie okładki: Jaiwa to wrzask. Jaiwa to krzyk. To wrzask i krzyk rozpaczy. Gniewu, a nawet wściekłości. Uporczywie natrętne, wręcz neurotyczne nawoływanie do naprawy człowieka, którym wszyscy jesteśmy. Po części autobiograficzna, po części alegoryczno-epicka opowieść o ludziach, którzy pozbawieni Miłości, Dobroci i Współodczuwania, znajdują radość tylko w wielkiej kasie i władzy oraz brutalnym niszczeniu innych. O ich wpływie na nasze życie oraz na całe życie tu na ziemi. Także jednak i o tych, których nie tylko, że nie da się tęże chorobą zarazić, ale i do zarażania innych, żadna miarą przymusić. I o ich wpływie. I… o zarażaniu Miłością. Druga, wyjątkowo pogmatwana, wyjątkowo zakręcona, psychodeliczna część tryptyku - Zarażanie Miłością.

 

Nikt nie mógł jednak zrozumieć ani jej treści, ani pojąć jej Głębi, ponieważ jej tematyka była dla Polaków zupełnie obca. Ludzie pozbawieni ich miłości? I ich boga? I ich dobroci? To wywracało do góry nogami wiarę w boga każdego Polaka oraz jego religijne poglądy utrwalone od prawieków w umyśle naszego społeczeństwa jak żelbetowy fundament. Pomimo tego, że dzisiaj mamy rok 2024, rewolucję LGBT oraz liczne morderstwa na pracownikach kościoła na całym świecie, to nic się w tej kwestii nie zmieniło, bowiem nadal nikt nie rozumie tego, że nie jest dzieckiem boga, w którego wierzy oraz też tego, że jego bóg nie jest żadnym Bogiem, tylko podszywającym się pod niego debilnym bandytą. A do tego język, którym była napisana nie był doskonały. W końcu nie byłem pisarzem. Nie miałem też żadnego wsparcia ani jakiegokolwiek zrozumienia u nikogo. A napisanie 600-set stronicowej książki z utrzymaną żelazną logiką przekazu, nie jest naprawdę takie proste ani tym bardziej takie łatwe. Podobnie zresztą ma się sprawa ze wszystkimi moimi następnymi książkami pomimo tego, że ich język był już dużo, dużo lepszy. Tematyka jednak została ta sama.

 

W roku 2012 skończyłem pisanie Aberagiby2, pierwszej części tryptyku, która jednak nie była epickim opisem ludzkiej sytuacji na ziemi jak w przypadku Jaiwy, prawdziwej i całkiem nieźle sfiksowanej powieści, lecz bardziej fabularyzowanym dokumentem, którą wydałem w 50-ciu egzemplarzach własnym sumptem, dzięki założonej przeze mnie Lotnej Fundacji Kultury, której celem miała być pomoc udzielana młodym, nieznanym zupełnie sztukmistrzom czy to pióra, czy to pędzla, czy też dłuta, z projektu którego, nic niestety nie wyszło. Aberagiba nie jest jednak instrukcją obsługi człowieka. I nie przewodnikiem po terapii świadomego modelowania psychiki ludzkiej. To próba uświadomienia nam wszystkim naszej strasznej, prawie nieuleczalnie patologicznej choroby - tego, że my - ludzie rozumni - jesteśmy, i to nie tylko w sensie naturalnej ewolucji darwinowskiej, lecz również nienaturalnej ewolucji biblijnej - globalnie - fizycznie, psychicznie, emocjonalnie i duchowo, utorowani aspołecznym zniewoleniem powodującym stan, w którym możemy nie tylko ze słodkim uśmiechem na naszych boskich ustach, ale i za przyzwoleniem naszego boskiego rozumu, bez żadnych wyrzutów sumienia dopuszczać się tutaj na ziemi najstraszniejszych zbrodni. Także jednak i tego, iż pomimo wszelkich wielorakich przeciwności, o ile byśmy tego tylko zapragnęli, moglibyśmy zostać uleczeni lub\oraz\i moglibyśmy uleczyć się sami. Podejmując zatem trudny temat kondycji ludzkiej nie jest więc łatwa. To nie przetrawiona papka na trzydziestu stronach z dwudziestoma znakami na stronie wielkości osiemnastu każdy. Jest rzeczywiście jak cegła: gruba, ciężka i porowata. Szoruje całkiem nieźle umysł prowokując i podważając każdy Twój posiadany pogląd i każdą z takim trudem zdobytą przez Ciebie wiedzę. Zmusza każdego do wytężonej, długotrwałej i ciągłej uwagi. Jednocześnie jednak kipi również miłością do życia, zachwytem, uwielbieniem i oddaniem. Nie reprezentuje z pewnością „nurtu radosnego uniesienia” pojawiającego się w moim malarstwie, ale jej tematyką główną nie jest jedynie ludzka mroczna paranoja, bowiem pragnienie oraz nadzieja skutecznego uleczenia nas wszystkich, jest jej tematem również. Obowiązkowa pozycja w bibliotece XXI wieku dla wszystkich myślących i poszukujących zrozumienia ludzi.”

 

Tej książki też nikt nie chciał ani kupować, ani czytać, a po ewentualnym kupieniu zrozumieć i to pomimo tego, że język, którym była napisana był już całkiem dobry, a jej treść to nie była wyssana z palucha opowiadanka dla niegrzecznych dzieci, tylko rzeczowa opowieść dla dorosłych oparta do tego na nieskończonej ilości dowodów z wybranych prawdziwych historii ludzkich. 

 

Pomimo tego, że w 2012 roku świat zdążał już od pewnego czasu dość szubko ku upadkowi, spodziewano się nawet jego końca, książka niestety nie podbiła ani czytelników ani tym bardziej rynku. Do dzisiaj mam jeszcze parę egzemplarzy z tamtego wydania, a na półce w Księgarni Nieznanego Świata też leży ich parę. Brak totalnego zainteresowania tym tematem i pewnie też jego moim wyjątkowo specyficznym ujęciem. Klapa słowem na całego.

 

W 2016 roku skończyłem pisanie 5-tej Drogi i wydałem ją również w 50-ciu egzemplarzach własnym sumptem, o której tak wtedy napisałem nie ukrywając już jawnego sarkazmu: 5-ta Droga to najlepszy na polskim rynku poradnik dla wyjątkowo wyedukowanych specjalistów z harwardzkich i oxfordzkich szczytów, warszawskich i krakowskich wyżyn, dla gospodyń domowych i knajpowych kucharzy z mało istotnych nizin, oraz wszystkich pozostałych mieszkańców wszelkich rodzajów depresji: „Jak korzystnie zmienić swoją świadomość, aby uczynić Tu i Teraz oraz Tam i Wtenczas, głębszym i szerszym, a przez to bardziej przystępniejszym, przyjaźniejszym i strawniejszym. Weselszym, radośniejszym i urodziwszym… Mądrzejszym i lepszym - również”. Trzecia, ostatnia już, najbardziej optymistyczna część tryptyku - Zarażanie Miłością. Mem kryształowy - kosmiczny. Ja to Ty. Ty to Oni. Oni to My. Wszyscy i Wszystko jest tym samym Jednym. Pełna Wiedza, pełna Miłość, pełna Troska. Pełne Współodczuwanie. Na każdym poziomie i w każdej Rzeczywistości. W Teorii i w Praktyce. Doskonałość we wszystkich pięciu ćwiartkach. Natura nienarodzonej Uważności. Cztery postanowienia. Pięć sił. Jeden Punkt. Uniwersalność. Nieśmiertelność. Wieczność. Błogosławieństwo. Intelektualno-duchowe wyzwanie rzucone z radością nie tylko współczesnemu człowiekowi zagubionemu w meandrach jego własnej, śpiącej Świadomości, ale i nieznanym nam siłom świadomie mu ją blokującym. Obowiązkowa pozycja w bibliotece XXIII wieku dla wszystkich myślących i poszukujących lepszego Życia ludzi.

 

Rok 2016 był w przeciwieństwie do roku 2012, rokiem jeszcze większego upadku, ponieważ w wielu częściach tego świata dokręcono trochę bardziej śrubę a w innych, zrzucono dużo więcej bomb niewinnym ludziom na głowy. Świat nagle wstrzymał oddech i zanurzył się w bezdechu. I tak trwa w nim do dzisiaj, a mamy już rok 2024. Jeszcze nie umarł, ale jest już na najlepszej drodze do rychłej agonii, a w sytuacji, w której służba zdrowia przestała funkcjonować, czeka go zdecydowanie dość szybka śmierć. Ta książka podobnie do poprzednich nie sprzedała się wcale, ciągle mam jej egzemplarze, a pomimo tego, że pracownicy Księgarni Nieznanego Świata twierdzą, że mają jeszcze parę egzemplarzy na półkach, nie sprzedaje się wcale. Dziwny ten świat i dziwni ci ludzie. A Polacy w szczególności. Niby ciągle inni w tym Dobrym sensie ocierającym się o Szlachetność, Honor, Mądrość, Miłość, Dobro i takie tam Cudowne Cechy Ludzkie, a jednak i tacy sami jak ich koledzy z zachodu i wschodu, a może nawet współcześnie zdecydowanie gorsi. Stali się bowiem znowu zawistni, nienawidzący, głupi, pozbawieni wiedzy i ochoty do jej zdobywania. Szarzy, zagubieni w meandrach własnego płaskiego rozumu oraz otaczającej ich zewsząd wrednej rzeczywistości. Nierozumiejący ani siebie samych ani tym bardziej innych ludzi. A mnie to już w ogóle. Od zawsze niestety od kiedy pamiętam, nikt z moich rodzinnych, bardzo „bliskich” mi, jak i tych dalszych znajomych, nie myślał i nadal nie myśli w ten sposób co ja, albo chociażby choć trochę zbliżony do mojego. Nawet MaQuni nie daje rady. Nikt też w ten sposób nigdy nie zajmował się i dzisiaj też się nie zajmuje Miłością ani Bogiem, ani tym bardziej swoim własnym wewnętrznym rozwojem nieprzynoszącym żadnej kasy, żadnego rozgłosu czy też chwały. Moje idee są pewnie tak oddalone od normalnego, „zdroworozsądkowego”, przeciętnego ziemskiego życia i myślenia o nim, że nie znajdują żadnego zainteresowania wśród ludzkiej rzeszy czytelników. Nie jestem do tego pisarzem, tylko raczej Mind surferem, bo taka jest moja droga: tak ułożona, tak zaklepana i w ten właśnie sposób zapluta. A zatem ładne składanie zdań nie wychodzi mi najlepiej. To nie są „pięknie” zafałszowane, nobelowskie historie pani Tokarczuk o… ani tym bardziej cudowne historie pana Michaśki też o... Ani tym bardziej wzruszająca do łez historia prezydenta Wałęsy lub podobnego do niego bohatera narodowego, generała Jaruzelskiego lub/oraz Kiszczaka. Jak widać codzienna walka o kasę, czytanie Gazety Wyborczej i oglądanie dziennika w I programie telewizji jest znowu dla większości Polaków najważniejsze. Pandemie, manify LGBT, wielopłciowość, wspólna cudowna Europa, cudowni ludzie, dobrobyt, wyjazdy za granicę, walka o klimat, kotlety z robaczków, wielonarodowość, nasza wojna na Ukrainie lub mecz piłkarski pierwszej Ligii - to są tematy które interesują wszystkich, ich własne i bardzo głębokie problemy fizyczno-psychiczno-emocjonalno-duchowe nie interesują tu nikogo, no chyba, żeby były opisane według z górą ustalonego i narzuconego piszącym schematu. I to tylko przez polecanych w tychże mediach, skrybów. A to tak. To prosimy bardzo. Wszystko inne, należy ze wzgardą wrzucić do kosza na śmiecie, bo to bzdury do kwadratu i kretyństwa.

 

Dlatego też wszystkie pozostałe książki, które napisałem, potraktowano tak jak i te poprzednie i to pomimo tego, że były już jak żylety. Cięły mózg i rozum z rozmachem. I tak to trwa do dzisiaj. Jak widzisz jednak, nie zrezygnowałem. Duch w szponach Wredy jest moją ostatnią książką jaką napisałem, dotyczącą tego samego tematu, trudnej sytuacji ludzkiej na planecie ziemia oraz tego, jak temu w łatwy, prosty i działający sposób zaradzić. Może dzisiaj, w 2024 już roku domniemanego kolejnego końca świata, zainteresuje ona większą ilość ludzi. Jeżeli czytasz teraz tę stronę i zastanawiasz się czy jakąś z moich książek przeczytać, to to, napawa mnie już niezłym optymizmem, bo może jednak coś się wreszcie zmieniło… Jeżeli nie masz jednak aż tylu pieniążków, żeby jakąś kupić, pamiętaj, że pomimo tego iż pisanie książek kosztuje wiele, wiele lat ciężkiej pracy, a przygotowanie ich do wydania oraz samo drukowanie ich, naprawdę wielkiej kasy, nawet jeżeli to robisz bez pomocy jakiegoś wielce szanowanego gremium edytorów równie wielkiego i szanowanego wydawnictwa, wszystkie moje eBooki są do pobrania poniżej za darmo, ponieważ moją pasją nie jest bycie wielkim i znanym pisarzem zarabiającym krocie na swoich książkach, lecz tylko informatorem, takim Mind Surferem, kwantowym przekaźnikiem informującym każdego, kto zechce być poinformowanym, o pewnym, lecz bardzo ważnym jednocześnie, Subtelnym Przesłaniu, co też od tylu lat już czynię zgodnie z ideą, która mówi, że sprzedawanie za kasę czegoś co zostało Ci ofiarowane przez Boga, jest brutalnym, bandyckim oszustwem i rozbojem jednocześnie. Obściskiwaniem się z Wredą na Boskim Tapczanie, za co jednak, o czym koniecznie trzeba wiedzieć, każdemu takiemu głupkowi przyjdzie w odpowiednim czasie zapłacić bardzo wysoką cenę, bowiem w przypadku takim spełnia się na nich to, o czym słusznie mówi przysłowie: Pies powraca do tego, co sam zwymiotował, a świnia umyta - do kałuży błota. (2 P 2, 20-22).

 

 

 

1 Nasz ludzki język to bardzo prymitywne narzędzie do porozumiewania się, ponieważ cała autentyczna mądrość jest „znacząca”, a nie „informacyjna”. W tekście wszystkich książek znajdziesz zatem wiele słów pisanych na wiele różnych sposobów: małymi oraz dużymi literami, w cudzysłowach, podkreśleniach, innym krojem czcionki, kursywą oraz inaczej, z dwoma takimi samymi literami, z małymi i dużymi literami w środku, połączone myślnikami, albo jeszcze inaczej.  Do tego wszystkie nazwy własne związane z trójwymiarem będą pisane z małej litery, a wszystkie nazwy związane z Bogiem, z litry dużej. W cytatach będzie zachowany tekst oryginalny. Dla przykład życie i Życie, albo Życie i Życie. Wszystko, wszystko, wszystko albo Wszystkoo. Bóg, bóg, bóg. Duch i Duuch. Istoota. Albo Energiaa. Każde słowo oznacza coś zupełnie innego: małe życie przesączone naturą; duże Życie przesączone Duchowością, a Życie Boskie przesączone Istnością. Jest jeszcze jednak życie przesączone wredotą, życie powołane przez demiurga, małego, dużego i przez inne istoty. Będą też słowa połączone ze sobą lub całe zwroty, a nawet pełne rozdziały, których sens będziesz mógł pojąć tylko z poziomu Bycia, a nie z poziomu Intelektu.

2 Aberagiba, LFK, Warszawa 2012. ISBN 978-83-9151-025-4.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Darmowa

Czytelnia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                                                                               Wielkie dzięki za pomoc kk.

 

 

Tomek Wojtek Łągiewka

Kobylniki, 11..09.2024

                                                                                                                                          Tomek Wojtek Łągiewka